Zaprezentowano założenia kolejnej edycji programu Mój Prąd. Jak Pan je ocenia?

Kamil Płatek: Wnioski w nowej edycji programu Mój Prąd będą przyjmowane od 1 lipca 2021 r. Najważniejsze jest to, że naborem objęte zostaną wszystkie instalacje wykonane po 1 lutego 2020 roku, i to tak naprawdę jedyna konkretna informacja. W dalszym ciągu nie znamy progów dofinansowania. Spodziewam się, że wysokość wsparcia będzie zbliżona do tej, jaka była we wcześniejszych dwóch edycjach, czyli 5000 zł. Z pewnością program zostanie również rozszerzony o urządzenia, które pozwolą skonsumować energię na bieżąco lub ją magazynować. NFOŚiGW, czy PSE doskonale zdają sobie sprawę, że jeżeli wzrost instalacji fotowoltaicznych będzie taki jak w 2019 i 2020 roku to pojawię się duże problemy z utrzymaniem stabilnej pracy sieci elektroenergetycznej w okresie wysokiej produkcji. Dlatego ważna jest konsumpcja wyprodukowanej energii na poziomie domu czy firmy.

Mówi się, że dopłatami mają zostać objęte także magazyny energii i ładowarki do aut elektrycznych. Oba tematy są bardzo rozwojowe i przydałby się system dofinansowań zachęcający ludzi. W przypadku magazynów dopłata jest jak najbardziej uzasadniona. W przypadku ładowarek w pierwszej kolejności przydałby się system dopłat do samochodów elektrycznych. Zakup samej ładowarki nie wpłynie na zwiększenie auto konsumpcji gospodarstwa.

Zasady dotacji prawdopodobnie pozostaną bez zmian, czyli trzeba będzie przedstawić fakturę za wykonaną instalację. Koszty za instalację muszę być poniesione po pierwszym lutego 2020. Oznacza to, że wszystkie instalacje montowane obecnie kwalifikują się do programu Mój Prąd 3.0.

Poprzednie edycje programu były skierowana do obiorców indywidualnych, pojawiły się postulaty, aby nowa edycja objęła także małe firmy. Jak Pan ocenia ten postulat?

Kamil Płatek: Z pewnością zachęciłoby to do zainwestowania wielu małych przedsiębiorców, powiedzmy instalacje do 15 kWp. Dla wielu osób koszty związane z instalacją w dalszym ciągu są znaczące, a wsparcie w wys. 5000 zł pozwala na szybszą amortyzację systemu. Jednak w większości firm dla których oferujemy instalacje o mocy 50 kWp, dofinansowanie na poziomie 5000 zł nie będzie miało większego znaczenia. Tutaj przydałyby się nowe regulacje prawne polegające, np. na zwiększeniu progu mikroinstalacji z 50 kWp do 100-200 kWp, czy korzystniejszy system bilansowania np. 1:0,9. Na obecną chwilę przedsiębiorcy mogą odliczyć od podatku koszty instalacji i ewentualnie odliczyć podatek VAT. Biorąc pod uwagę zapotrzebowanie energetyczne oraz potencjał powierzchni dachowej przydałyby się zdecydowanie większe dopłaty dla firm.

Czy na rynku instalatorów pojawiła się luka po wygaśnięciu programu w grudniu 2020 r.?

Kamil Płatek: Zdecydowanie. Informacja o wstrzymaniu naboru w Moim Prądzie w grudniu 2020 r. wstrzymała decyzje wielu klientów, a co za tym idzie znacząco spadła sprzedaż. Zauważalne było, że dużo firm podwykonawczych pytało o zlecenia, podczas gdy w poprzednich miesiącach było zupełnie odwrotnie. Nie oznacza to jednak, że rynek całkowicie się zatrzymał. Kalendarz dla naszych ekip montażowych zapełniony mamy do końca maja, co potwierdza duże zainteresowanie fotowoltaiką. Warto zaznaczyć, że nawet bez Mojego Prądu dalej się ona opłaca.

Po 7 grudnia 2020 r. zmieniliśmy strategię sprzedażową. Pozwoliło nam to zachęcić klientów i zapewnić ciągłość prac. W międzyczasie staraliśmy się także o kontrakt na realizację instalacji fotowoltaicznych we współpracy z firmą Tauron S.A. i udało nam się go podpisać! To dla nas świetna informacja i szansa na większą liczbę realizacji.

Większym problemem okazały się warunki pogodowe. Po raz pierwszy od kilku lat mieliśmy prawdziwą zimę, gdzie mróz i śnieg spowodował wstrzymanie praktycznie wszystkich zaplanowanych montaży. Rok temu styczeń i luty były rewelacyjne, można było pracować praktycznie cały czas.

Rynek wrócił już na właściwe tory. Informacja o kolejnym naborze i dobra pogoda pozwala nam realizować zbliżoną liczbę instalacji, jak w tym samym okresie roku 2020.

Czyli najgorsze na rynku już za nami?

Kamil Płatek: Myślę, że tak. Idzie wiosna, a co najważniejsze rusza Mój Prąd 3.0.

Jak Pan ocenia sytuację firm montażowych? Czy jest tu duża konkurencja i walka ceną?

Kamil Płatek: Firmy instalatorskie powstają jak grzyby po deszczu, więc konkurencja teoretycznie jest duża. Najczęściej są to jednak 2-3 osobowe działalności, które są jednocześnie sprzedawcami, monterami i księgowością. Wiele firm za pośrednictwem Mojego Prądu sprzedawało instalację z dnia na dzień bez strategii i planów sprzedażowych na kolejne miesiące. Sprzedaż przy dotacji jest łatwa.7 grudnia 2020 to wyhamowało. Brak naboru spowodował brak klientów. To zdecydowanie wpłynęło na ceny, bo jeżeli tylko pojawił się klient każdy chciał zrealizować zlecenie. Ciężko było także o zlecenia podwykonawcze.

Przerwa w naborze pokazała, że większe firmy lepiej poradziły sobie z problemem. Odpowiednia polityka sprzedażowa i dobry zespół handlowy pozwolił na utrzymanie ciągłości zleceń.

Czy możemy spodziewać się konsolidacji wśród firm z rynku fotowoltaiki?

Kamil Płatek: Tak. Widoczne jest coraz częstsze łączenie podmiotów, mniejszych czy większych. Konsolidacja rynku staje się faktem, to było do przewidzenia. Coraz więcej spółek fotowoltaicznych wchodzi także na NewConnect i GPW. Widząc wzrost mocy zainstalowanej w roku 2020 i perspektywy na najbliższe lata inwestorzy zrozumieli jak perspektywiczny jest to biznes. Moim zdaniem w przeciągu kilku lat rynek całkowicie się skonsoliduje i zostanie na nim kilkunastu dużych graczy.

Bardzo dobre wyniki finansowe spółki Elektro Masters za 2019, 2020 r. i prognozy na kolejne lata zaowocowały rozmowami z domami maklerskimi. Pojawiły się propozycje wejścia na New Connect czy pozyskanie inwestora strategicznego.

I jaka jest odpowiedź?

Kamil Płatek: Na chwilę obecną nie potrzebujemy się dokapitalizować. W dalszym ciągu stawimy na rozwój organiczny, rozszerzając bazę produktów, np. o pompy ciepła, zwiększając zasięg działania i budując większy zespół. Mamy na to środki i je inwestujemy. Działamy coraz szerzej i obsługujemy klientów z całej Polski, nie tylko z południa. Rynek wspomnianych pomp ciepła w moim odczuciu może być bardziej perspektywiczny niż fotowoltaika, dlatego kładziemy duży nacisk na rozwój tego sektora.

Czyli Elektro Masters na NewConnect się nie wybiera?

Kamil Płatek: Rozmawiamy z parterami branżowymi np. o wspomnianym połączeniu sił. Dzisiaj fotowoltaika to świetny produkt, inwestorzy go lubią. Jestem pewny, że potencjalna grupa kapitałowa składająca się z kilku podmiotów działających w sektorze OZE może liczyć na wysoka wycenę i stanowić konkurencje dla obecnych graczy. W kontekście NewConnect, konsolidacji, czy inwestora rozmawiamy, niczego nie wykluczając.

Czy poza pompami ciepłami planujecie wejść w inny, nowy obszar działalności?

Kamil Płatek: Mocno działamy w sektorze pozyskiwania gruntów pod farmy fotowoltaiczne, rynek zmierza w tę stronę. Udało mam się podpisać umowy dzierżawy na 30 MWp. Na wszystkich działkach trwają prace projektowe i uzgodnienia. Do końca roku planujemy rozbudować portfel projektów do 100 MWp. Zajmujemy się kompleksową budową farm. Rozwijamy także dział magazynów energii i ładowarek do aut elektrycznych. Chcemy być kojarzeni nie tylko z fotowoltaiką prosumencką, ale też z elektromobilnością, źródłami ciepła czy farmami.

W Polsce ma powstać duża fabryka modułów fotowoltaicznych. To dobry pomysł?

Kamil Płatek: Tak, im więcej komponentów produkowanych w kraju, tym lepiej. Nowa fabryka powinna wyróżniać się okresem gwarancji na panele i sprawnym serwisem. Wielu klientów zwraca uwagę nie tylko na cenę, ale na okres gwarancji. Gdyby to było 15-25 lat, a nie 10-12 lat jak oferują chińskie firmy to z pewnością spotkałoby się z dużym zainteresowaniem.
Dziękuję za rozmowę

Wywiad przeprowadzony dla portalu wnp.pl